Nowy numer 38/2022 Archiwum

Ojciec odchodzi

Kardynał Stefan Wyszyński odchodził w dramatycznych okolicznościach. Ciężko ranny w zamachu papież walczył o życie, a na horyzoncie dziejowym przybywało czarnych chmur, zapowiadających tragiczny grudniowy przełom.

Do końca swych dni prymas był bardzo aktywny. Ostatnią wielką batalią, którą przyszło mu stoczyć, było wsparcie rejestracji NSZZ Solidarność Rolników Indywidualnych. Pod koniec marca 1981 r. poczuł się jednak źle i zdecydował się na specjalistyczne konsultacje.

Ostatnia Msza św.

– Zapiski, które prymas robił systematycznie od 1949 r., pod koniec życia mają charakter fragmentaryczny i świadczą o postępującej chorobie – mówi prof. Paweł Skibiński, redaktor edycji „Pro memoria”. Zwłaszcza po 31 marca 1981 r., kiedy opuścił dom w Choszczówce i przeniósł się do rezydencji przy ul. Miodowej w Warszawie. Od połowy kwietnia notatki są już bardzo lakoniczne, czasem to urywane, pojedyncze zdania. 12 maja 1981 r. kardynał wykonał ostatni zapis. Wspominał 35. rocznicę swojej konsekracji na Jasnej Górze. Wtedy też w kaplicy na Miodowej odprawił swą ostatnią Mszę św. Koncelebrował ją wspólnie z ks. Bronisławem Piaseckim, swoim ostatnim kapelanem. Jak zapisał Wyszyński, chciał zrobić radość swoim siostrom Stanisławie i Janinie, które przyjechały na tę Mszę św. Następnego dnia, 13 maja, miał miejsce zamach na Ojca Świętego. Prymas, świadomy swego ciężkiego stanu, zdecydował, aby 14 maja nagrano wezwanie do modlitwy w intencji papieża, a nie jego. Było ono odtwarzane w warszawskich kościołach. Kapłan miał świadomość, że odchodzi. Liczył dni. 11 maja napisał, że mija 39. dzień jego choroby. Profesor Skibiński ocenia, że Wyszyński traktował ten czas jako pożegnanie ze światem. Stale jednak pracował, podejmował decyzje, pisał, spotykał się z biskupami. Modlił się za Kościół i Polskę.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy